Nie oglądam już seriali, przez co nijak nie mogę już pisać tego bloga. Nie udało się naprawić usterki, nastąpiła awaria sprzętu. Akcja serwisowa zakończyła się kompletnym niepowodzeniem. Defekt pozostanie już na zawsze. Spróbuję wyjaśnić, na czym polega problem.
Nie chce mi się. Nie chce mi się patrzeć na skaczące po ekranie pod aplauz oklasków z playbacku kukły. Nie chce mi się śledzić miłosnych dramatów, życiowych rozterek, zdrowotnych komplikacji, policyjnych pościgów.
Na wspomnienie pragnienia, by być jak główna bohaterka serialu, oblewa mnie rumieniec wstydu.
Tak wiem, że nie trzeba się babrać w plastikowych popłuczynach. Są seriale HBO, jest nieśmiertelny Seinfeld i wiele innych seriali, mających miano odcinkowych filmów na poziomie, klasyków gatunku i formy. Ale już nie. Odpalanie najnowszego odcinka wyszło mi z nawyku, zaczepianie oka na migających między kanałami bieżących perypetiach znanych postaci przestało być przyjemnością. Nie, nie będę teraz chodzić do opery i do teatru. Po prostu popkultura nie mieni się już różnymi barwami kiczu, a zajeżdża smrodem odgrzewanego przez trzy dni z rzędu tego samego obiadu.
Kończę z serialami i z tym blogiem. To tylko formalność, ciche do widzenia. Mam nadzieję, że długie milczenie przykryło już kurzem poprzednie wpisy. To jest tylko post scriptum z usprawiedliwieniem obecności.
Na wspomnienie pragnienia, by być jak główna bohaterka serialu, oblewa mnie rumieniec wstydu.
Tak wiem, że nie trzeba się babrać w plastikowych popłuczynach. Są seriale HBO, jest nieśmiertelny Seinfeld i wiele innych seriali, mających miano odcinkowych filmów na poziomie, klasyków gatunku i formy. Ale już nie. Odpalanie najnowszego odcinka wyszło mi z nawyku, zaczepianie oka na migających między kanałami bieżących perypetiach znanych postaci przestało być przyjemnością. Nie, nie będę teraz chodzić do opery i do teatru. Po prostu popkultura nie mieni się już różnymi barwami kiczu, a zajeżdża smrodem odgrzewanego przez trzy dni z rzędu tego samego obiadu.
Kończę z serialami i z tym blogiem. To tylko formalność, ciche do widzenia. Mam nadzieję, że długie milczenie przykryło już kurzem poprzednie wpisy. To jest tylko post scriptum z usprawiedliwieniem obecności.
Myślę, że spotkamy się jeszcze w innych okolicznościach.


