czwartek, 31 marca 2011

dziękujemy za uwagę


Nie oglądam już seriali, przez co nijak nie mogę już pisać tego bloga. Nie udało się naprawić usterki, nastąpiła awaria sprzętu. Akcja serwisowa zakończyła się kompletnym niepowodzeniem. Defekt pozostanie już na zawsze. Spróbuję wyjaśnić, na czym polega problem.

Nie chce mi się. Nie chce mi się patrzeć na skaczące po ekranie pod aplauz oklasków z playbacku kukły. Nie chce mi się śledzić miłosnych dramatów, życiowych rozterek, zdrowotnych komplikacji, policyjnych pościgów.
Na wspomnienie pragnienia, by być jak główna bohaterka serialu, oblewa mnie rumieniec wstydu.
Tak wiem, że nie trzeba się babrać w plastikowych popłuczynach. Są seriale HBO, jest nieśmiertelny Seinfeld i wiele innych seriali, mających miano odcinkowych filmów na poziomie, klasyków gatunku i formy. Ale już nie. Odpalanie najnowszego odcinka wyszło mi z nawyku, zaczepianie oka na migających między kanałami bieżących perypetiach znanych postaci przestało być przyjemnością. Nie, nie będę teraz chodzić do opery i do teatru. Po prostu popkultura nie mieni się już różnymi barwami kiczu, a zajeżdża smrodem odgrzewanego przez trzy dni z rzędu tego samego obiadu.
Kończę z serialami i z tym blogiem. To tylko formalność, ciche do widzenia. Mam nadzieję, że długie milczenie przykryło już kurzem poprzednie wpisy. To jest tylko post scriptum z usprawiedliwieniem obecności. 

 


Myślę, że spotkamy się jeszcze w innych okolicznościach.

niedziela, 5 grudnia 2010

najświeższa informacja: jest zwiastun kolejnego odcinka bloga

Przerwa w transmisji spowodowana była nieznanego pochodzenia niechęcią do oglądania seriali. Autorka próbuje znaleźć uzasadnienie dla tego stanu rzeczy i już zajęła się naprawą usterki. Wiadomo już na szczęście, czemu poświęcony będzie następny wpis. Pozostaje tylko cierpliwie czekać i wierzyć, że napisze coś fajnego a nie całkiem całkiem, gdyż akcja, przyznajmy, przestała być ostatnimi czasy wartka...
http://www.youtube.com/watch?v=i8StRAJCork&feature=related

poniedziałek, 13 września 2010

czy się opłaca...?

W żadnym wypadku nie nazwałabym siebie optymistką, umiarkowaną pesymistką ewentualnie. Bohaterkę serialu „Samantha who?” nazwałabym natomiast beznadziejną optymistką. Ulega wypadkowi, zapada w śpiączkę na osiem dni, po czym budzi się z amnezją. Poznaje na nowo ludzi ze swojego życia i stara się przypomnieć sobie przeszłość. W przebłyskach świadomości powracają do niej dawne zdarzenia, z których wynika, że była osobą egoistyczną, pozbawioną skrupułów, niewdzięczną, okrutną, no taką, którą powszechnie uznaje się za ZŁĄ. Postanawia całkowicie odmienić siebie i swoje życie. Naprawić swoje stosunki z rodziną, zacząć naprawdę dbać o przyjaciół i zrekompensować byłemu chłopakowi męki, które mu zafundowała w czasie trwania związku. Chce czynić dobro i spełniać swoje marzenia. I dlatego nazywam ją beznadziejną optymistką. Chociaż próbuje się zmienić, to lata bycia jędzą niestety odcisnęły swe piętno na jej osobowości. Samantha wciąż myśli głównie o sobie, stare nawyki i wrodzone cechy często przejmują dowodzenie nad wolą bycia lepszym. Okazuje się, że nie tak łatwo jest przestać myśleć tylko o sobie. Chociaż w nowej wersji siebie potrafi dostrzec swe błędy i za nie przeprosić – to jest ludzkie. Kosmiczne jest natomiast to, że przez rok nie ma pracy, a mimo to ma za co opłacać swój apartament w centrum Chicago...
Samantha nie odmieniła diametralnie swego życia, bo nie da się wymazać przeszłości, nawet jeśli się jej nie pamięta. Zmieniła trochę siebie i swoje decyzje tak, aby jej się to życie podobało. Oczywiście na koniec wszystko układa się szczęśliwie – dostaje wymarzoną pracę i mężczyznę, z którym bujała się przez dwie serie. Ciekawe jest jednak to, że będąc jędzą doszłaby do tego o wiele szybciej. Wcześniej po trupach szła do celu, nie zważając na konsekwencje knutych przez siebie intryg, (jędze chyba się nimi nie przejmują, bo mogą zrobić kolejny wykręt i konsekwencji uniknąć). I miała wszystko. Jako osoba dobra najpierw musiała doznać wielu przykrości, kilku niepowodzeń, pocierpieć trochę, tak jak kiedyś inni cierpieli przez nią. W każdym razie zajęło jej to o wiele więcej czasu i zachodu. Dziwne...